CK
Poradniki

3 pułapki w umowach z dostawcami z Niemiec

Autor Marek Krasiński, Managing Partner·12 listopada 2024·5 min czytania

Większość właścicieli firm w Łodzi zakłada, że kontrakt z niemieckim partnerem to gwarancja uczciwości i jasnych zasad. Rzeczywistość bywa inna, zwłaszcza gdy w grę wchodzą drobne zapisy o karach za spóźnienia, których nie da się uniknąć przy obecnych korkach na granicach czy brakach surowców. Marek Krasiński wyjaśnia, jak czytać te dokumenty, żeby nie stracić marży na jednym zleceniu.

Kary umowne liczone od wartości całego zamówienia

Największym błędem, jaki widzimy w Consilium Krasiński, jest zgoda na kary umowne liczone od całkowitej kwoty kontraktu, a nie od wartości opóźnionej partii towaru. Wyobraź sobie sytuację z września 2024 roku: mała tłocznia spod Łodzi wysłała transport wart 12 400 euro. Z powodu awarii maszyny, 5% towaru dojechało z dwudniowym opóźnieniem. Niemiecki kontrahent naliczył karę w wysokości 2% od całego zamówienia na kwotę 150 000 euro, bo tak był sformułowany ogólny zapis w umowie ramowej. Firma zamiast zarobić, musiała dopłacić do interesu 3 000 euro.

Niemieckie prawo BGB (Bürgerliches Gesetzbuch) jest dość precyzyjne, ale pozwala na wiele, jeśli obie strony podpiszą się pod konkretnym paragrafem. Standardem, o który zawsze walczymy podczas negocjacji dla naszych 47 stałych klientów, jest ograniczenie kary do maksimum 5% wartości konkretnej, spóźnionej dostawy. Jeśli Twój partner handlowy upiera się przy zapisie '0,5% za każdy dzień zwłoki od sumy zamówienia', to jest to sygnał ostrzegawczy. Taki mechanizm może zjeść Twój zysk szybciej, niż zdążysz wysłać korektę faktury.

Warto też zwrócić uwagę na termin 'Vertragsstrafe'. W niemieckich sądach walka o jego podważenie jest trudna i kosztowna. Często lepiej na starcie zaproponować zapis o odszkodowaniu na zasadach ogólnych, gdzie to kontrahent musi udowodnić realną stratę wynikającą z Twojego spóźnienia. W jednym z projektów, który prowadziliśmy w marcu tego roku, zmiana tego jednego słowa uratowała firmie transportowej 4 200 euro, gdy utknęli na autostradzie A2 pod Berlinem na blisko 14 godzin.

Kary liczone od całości zamówienia to najprostsza droga do oddania marży za darmo.
Kary umowne liczone od wartości całego zamówienia

Pułapka właściwości sądu w Hamburgu lub Monachium

Zapis o tym, że wszelkie spory rozstrzyga sąd w miejscu siedziby zleceniodawcy, wydaje się standardem. Dla firmy z Łodzi oznacza to jednak, że w razie problemów z płatnością za fakturę na 8 300 euro, będziesz musiał wynająć adwokata w Niemczech. Stawki za godzinę pracy prawnika za Odrą zaczynają się od 240 euro netto. Do tego dochodzą koszty tłumaczeń przysięgłych każdego e-maila i dokumentu przewozowego, co przy 11-miesięcznym sporze generuje koszty przekraczające wartość samej faktury.

W Consilium Krasiński zawsze sugerujemy klientom walkę o tzw. klauzulę arbitrażową lub chociaż wybór sądu w Polsce, jeśli to możliwe. Jeśli Niemiec się nie zgadza, staramy się wpisać konkretne miasto bliżej granicy, na przykład Frankfurt nad Odrą. To niby drobiazg, ale koszty dojazdu i logistyki przy 3-4 rozprawach robią różnicę. Pamiętaj, że duzi gracze wykorzystują barierę kosztową, wiedząc, że mały dostawca z Polski nie zaryzykuje 15 000 euro na proces, żeby odzyskać 10 000 euro długu.

Mamy za sobą przypadek z lutego 2024 roku, gdzie polski producent mebli odpuścił należność w wysokości 5 600 euro właśnie przez zapis o sądzie w Stuttgarcie. Analiza kosztów prawnych wykazała, że samo rozpoczęcie sprawy pochłonęłoby 3 200 euro wpisu i zaliczek. To brutalna lekcja, której można uniknąć na etapie podpisywania pierwszej kartki papieru. Mówimy jak jest: jeśli nie stać Cię na proces w Niemczech, nie zgadzaj się na tamtejszy sąd bez walki o lepsze warunki.

Krótkie terminy na zgłoszenie wad towaru

Niemieccy kontrahenci uwielbiają wpisywać do umów paragrafy o natychmiastowym sprawdzeniu towaru (Rügepflicht). Często dają na to tylko 48 godzin od momentu rozładunku. Dla polskiego producenta, który wysyła skomplikowane komponenty, to pułapka. Jeśli wady wyjdą podczas montażu u klienta końcowego po 5 dniach, Niemiec może legalnie odmówić zapłaty, twierdząc, że reklamacja jest spóźniona. Siedzimy z Tobą przy stole, żeby wynegocjować minimum 7 do 14 dni na zgłoszenie wad jawnych.

Szczególnie niebezpieczne są zapisy o tzw. wadach ukrytych. W standardowych umowach, które dostają firmy z regionu łódzkiego, termin ten jest często skracany do 6 miesięcy, mimo że prawo przewiduje dłuższe okresy. W maju 2024 pomogliśmy klientowi, który dostarczał odlewy do fabryki pod Dreznem. Udało się wydłużyć ten okres do 18 miesięcy, co okazało się kluczowe, gdy po roku użytkowania wyszły problemy z hartowaniem materiału. Bez tego zapisu firma musiałaby pokryć koszty wymiany całego nakładu, co wyniosłoby około 14 500 euro.

Zwróć też uwagę, jak zdefiniowany jest moment dostawy. Czy to chwila, gdy auto wjeżdża na plac, czy moment podpisania dokumentu CMR? Te kilka godzin różnicy potrafi zdecydować o tym, czy reklamacja zostanie uznana za terminową. W Consilium Krasiński sprawdzamy te detale z zegarkiem w ręku. Nie obiecujemy cudów, ale pilnujemy, żebyś nie był na straconej pozycji tylko dlatego, że ktoś po drugiej stronie ma szybszy dział prawny.

Krótkie terminy na zgłoszenie wad towaru

Jednostronne prawo do zmiany specyfikacji

Częstym punktem w długoterminowych kontraktach produkcyjnych jest zapis pozwalający niemieckiemu partnerowi na zmianę wytycznych technicznych 'w rozsądnym zakresie'. Problem w tym, że dla nich zmiana koloru lakieru na taki, który kosztuje o 12% więcej, może być 'rozsądna', a dla Ciebie oznacza stratę rentowności całego kontraktu. W 2023 roku prowadziliśmy negocjacje dla firmy z Pabianic, gdzie wykreśliliśmy ten zapis, wprowadzając wymóg pisemnego aneksu i ponownej wyceny przy każdej zmianie powyżej 3% kosztów produkcji.

Bez jasnego mechanizmu waloryzacji cen, taka swoboda kontrahenta to dla małej firmy wyrok. Niemcy są bardzo skrupulatni w egzekwowaniu jakości, ale bywają elastyczni w interpretowaniu kosztów po stronie dostawcy. Jeśli podpiszesz umowę bez klauzuli o wzroście cen surowców (np. stali czy energii), możesz utknąć w kontrakcie, który generuje straty z każdym wyprodukowanym elementem. Obecnie dla naszych klientów wpisujemy proste mechanizmy oparte o wskaźniki rynkowe, co ucina dyskusje o 'zasadności' podwyżek.

Ostatnim elementem jest kwestia formy komunikacji. Niemcy często wpisują 'formę pisemną' pod rygorem nieważności. Jeśli ustalasz coś z kierownikiem produkcji przez telefon lub WhatsAppa, to w świetle umowy to nie istnieje. W lipcu 2024 jedna z zaprzyjaźnionych firm straciła 2 150 euro dopłaty za dodatkowe prace, bo nie miała potwierdzenia na papierze z pieczątką. Uczymy naszych klientów, że w relacjach z zagranicznymi gigantami liczy się tylko to, co można wydrukować i położyć na stole sędziowskim.

Ustalenia na telefon z Niemcem nie istnieją. Liczy się tylko papier i twardy dowód.